Actions

Work Header

W międzyczasie

Work Text:

Ichijou po raz kolejny obrócił się na drugi bok. Tapczan na zapleczu kasyna nie był zbyt wygodny nawet w najlepszych chwilach, a co dopiero gdy kogoś od paru dni dręczyła ciągła bezsenność. Tym razem wyjątkowo postanowił położyć się wcześniej, spróbować chociaż nadrobić stracone godziny, ale wyglądało na to, że jest skazany na porażkę.

To nie tak, że to był męczący dzień. W zasadzie był wyjątkowo spokojny. Żadnych awantur, tylko jeden pijaczyna, a co najważniejsze, ten szczur znowu nie pokazał się ani razu. Ani. Razu.

Podejrzane.

Oczywiście, najprostsze wyjaśnienie było takie, że jego mały pokaz siły przyniósł pożądane skutki: parch wreszcie zrozumiał, że nie wygra z lepszym od siebie, i poszedł w swoją stronę. Ale Ichijou widział już w życiu takich jak on. Na ogół nie rozumieli, że nic nie zdziałają, dopóki nie powstrzymano ich w bardziej permanentny sposób. Co prawda oczekiwał może nie tego, że robal pojawi się w samym kasynie, ale raczej, że będzie się czaił w jego okolicy, ostrożnie rozglądał naokoło i przechadzał z tajemniczą miną, od czasu do czasu odwracając się tam, gdzie jego zdaniem przebywał obecnie Ichijou, i rzucając w tamtą stronę złowrogie spojrzenie (takie samo - cóż, może nieco mniej subtelne - jak to, które on sam swego czasu często posyłał zamkniętym drzwiom i odwróconym plecom).

Bo ostatnim razem, kiedy się widzieli, pałał żądzą zemsty. I, tak bardzo, jak Ichijou nie chciał tego przyznawać, wtedy od nienawiści w jego głosie przez chwilę przeszły go dreszcze.

Wyprostował się. Poczuł, że trzęsą mu się ręce. W takich chwilach naprawdę chciał zapalić (niestety - postanowił rzucić, od kiedy usłyszał, że od palenia żółkną paznokcie. Z podobnych powodów usiłował odstawić kawę, co przy jego ostatnich niedoborach snu było dosyć problematyczne. Pozostawało mieć nadzieję, że kokaina nie powoduje wypadania włosów). 

Może powinien wyjść na dwór. Przewietrzyć się. Ochłonąć. Z rozmyślania o tym skurwysynie nic dobrego nie mogło wyniknąć. Kto wie, może właśnie o to mu chodziło? Wywołać niepokój nagłym zniknięciem i wzbudzić paranoję? A może właśnie nie, może zamierzał uśpić czujność, przekonać, że już niczego nie knuje, żeby zaatakować-

Naprawdę musiał się oderwać.

Skoro był już w takim stanie, wyglądało na to, że spacer nie wystarczy. No cóż, o tej porze powinien trafić jeszcze na jakiś otwarty bar.

Tak. Na pewno o to chodziło. Już od jakiegoś czasu nie dawał sobie okazji na chwilę relaksu. Kiedyś o takich rzeczach przypominał mu Murakami, ale od jakiegoś czasu był dziwnie drażliwy. On też na ogół towarzyszył mu przy kielichu oraz okazjonalnie po nim, ale cóż, w razie potrzeby Ichijou mógł napić się sam. 

Ubrał się i wyszedł. Nie miał ochoty na eksperymenty; jego ulubione miejsce było całkiem niedaleko. Proste rozwiązania były najlepsze.

Niestety - jak miał się niebawem przekonać - nie zawsze.